sobota, 14 czerwca 2014

Zakupy w sieciowej drogerii - wielki zawód, niekompetencja i oszustwo?

Zbliżają się moje urodziny - dokładnie w poniedziałek. Mój chłopak zawsze doskonale wie, czego akurat potrzebuje. Tym razem padło na perfumy. Lekkie, na lato, delikatne, bo moje Chanel Chance nie nadają się na upalne dni... są po prostu troszkę za ciężkie. 

Widział, jak w Douglasie wąchałam namiętnie DKNY Be Delicious. No jednak cena 30ml za 190złotych to przesada. Teraz akurat trwa promocja w jednej z drogerii na perfumy DKNY - wychodzi dokładnie 129 złotych. 

No i jak to facet, poszedł ze zdjęciem perfum w telefonie, dokładnie opisał opakowanie. Podkreślając, że mają być zielone. Nie woda toaletowa, a woda perfumowana. Pani ekspedientka poradziła się koleżanki i z przekonaniem wcisnęła mu perfumki mówiąc "TAK! TO TE". 

Mój facet za nie zapłacił, ale coś mu nie pasowało, że na pudełku nie ma ani jednego zielonego elementu. Zerwał folię ochronną z kartonika, otworzył pudełko i jego oczom ukazał pojemnik o kształcie jabłuszka, tylko, że kolorystyka nie grała. Zadzwonił od razu do mnie - i co? Kompetentna Pani ekspedientka wcisnęła mu Golden Delicious zamiast Be Delicious. 

I tak rozpoczęła się nasza batalia... Pojechaliśmy od razu do sklepu, w którym je kupił. Poprosiliśmy kierownika zmiany, aby wyjaśnić sprawę i wymienić perfumy na te prawidłowe. No i zaczęły się problemy. Bo folia ochronna została zerwana. 

Pani kierownik zmiany, jak i kierownik kas zadawali sugerujące pytania: błędna porada, tak? To Panu źle doradzono? Jako, że ja nie lubię, jak się robi w nas bambuku przejęłam inicjatywe. Zaproponowano nam wymianę towaru lub wpłatę środków na kartę podarunkową. A ta opcja nas nie ratowała, bo po 1. w sklepie nie ma interesujących nas perfum, po 2. ważność środków na karcie podarunkowej to zaledwie 6 miesięcy i sklep nie daje gwarancji na to, że w przeciągu tego czasu perfumy do nich przyjdą, a po 3. prezentu urodzinowego nie mam.

Na początku starałam się bardzo grzecznie z Panią rozmawiać, jednak nie udało się rozwiązać sprawy. W takiej sytuacji od razu zakomunikowałam, że chcę złożyć reklamację z tytułu wprowadzenia klienta w błąd. Nie powiem, panienka się trochę zdegustowała, jednak poszła po podanie. To co mnie od razu zaskoczyło, że to ona zaczęła wypełniać formularz w podaniu... Ale odpuściłam. Przyszło do powodu reklamacji i kolejne pytanie sugerujące: -błędna porada? - Nie proszę Pani, proszę napisać wprowadzenie klienta w błąd. 

Teraz kierownik sklepu ma 7 dni na rozpatrzenie wniosku. Jeżeli nie uda się uzyskać pozytywnej opinii sprawę zgłaszamy wyżej do centrali. Bo jak to się mówi: klient płaci i wymaga. Całą sytuację byśmy po prostu olali, gdyby chodziło o przedmiot wart np. 30 złotych, a nie ponad 100, które stanowi więcej 3 dniówki przeciętnego studenta.

Czy Was też spotkała kiedyś niekompetencja Pań obsługujących dane stoisko? Nadzialiście się tak samo, jak mój facet? Czekam na wasze komentarze.


13 komentarzy:

  1. Nie miałam nigdy takiej sytuacji. Bardzo niefajna. Ale czego się nie robi by wcisnąć klientowi towar :/. Mam nadzieję, że oddadzą pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, mnie interesuje albo wymiana na Be Delicious, albo zwrot hajsu... M. mówi, że gdyby wiedział, że tak to się skończy wolałby przepłacić w Douglasie...

      Usuń
  2. Rzeczywiście sytuacja jest nieciekawa, a ekspedientka po ptostu chciała koniecznie coś sprzedać. Mam nadzieję, że sytuacja wyjaśni się na Waszą korzyść. P.S. ja też w poniedziałek świętuję:)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo niefajna sytuacja, nienawidzę braku kompetencji w sklepach a to niestety norma...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech, niestety, zdarzyło się coś takiego i dla mnie. Tyle, ze ja się tak rozkrzyczałam i zrobiłam ze złości czerwona, że dla świętego spokoju dostałam zwrot 200zł :D Sephora, prawda? To u nich nagminne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam nadzieję że rozpatrzą Twoją sprawę pozytywnie...trzymam kciuki :*
    mnie się jeszcze to nie przytrafiło...

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo fajny blog:) zapraszam do mnie:)

    http://sandrainvogue.blogspot.com/

    obserwujemy?

    OdpowiedzUsuń
  7. kiedyś czytałam coś podobnego o butach, że sprzedawca źle doradził jeśli chodzi o czyszczenie i potem buty się zniszczyły, również nie chcieli rozpatrzyć reklamacji...
    oby u Ciebie wszystko wyszło po Twojej myśli!

    OdpowiedzUsuń
  8. Przykra sprawa, czy mnie coś takiego spotkało? Może kupiłam w inglocie kolor pudru co pani doradziła a nie byłam przekonana, ale to a) mała różnica b ) kwestia 30 zł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi w inglocie tak dobrały podkład, że byłam pomarańczką ;)

      Usuń
  9. beznadziejna sytuacja :/ mi się nic takiego jeszcze na szczęście nie zdarzyło...

    OdpowiedzUsuń